#siedźwdomuczytaj

Wiremia/Klaudiusz Szymańczak

Pociąg drugiej linii nowojorskiego metra ruszył powoli z peronu stacji Columbus Circle, dużo mniej zatłoczonego niż zazwyczaj. Dochodziła 20.30, nieliczni pasażerowie zachowywali spokój, jednak w większości nie wpatrywali się w ekrany swoich smartfonów co było obecnie czymś powszechnym. Zza chirurgicznych maseczek, szalików i apaszek, którymi mieli zasłonięte twarze oczy każdego z nich spoglądały na coś innego w wagonie, tak aby jednocześnie unikać swojego wzroku nawzajem ale i widzieć jak najwięcej się da. Agent Slade poprawił obluzowaną maseczkę i usiadł na jednej z wolnych ławek ponad dwa metry od kolejnej pasażerki. Niepozorny wirus, o którym większość ludzi w Europie i USA mówiła z uśmieszkiem, że „trochę przerzedzi Chińczyków” przerzedzał już ludność całego świata i zmieniał jej codzienne nawyki.

Slade przyglądał się dyskretnie ludziom w wagonie i nie mógł się pozbyć wrażenia, że jedzie pociągiem uprowadzonym dawno temu na dzikim zachodzie przez grupę zamaskowanych zbirów. Chwilę później za oknami wagonu zniknęła czerń tunelu zastąpiona przez blady blask lamp na peronie. Pasażerowie siedzący po tej samej stronie co agent Slade wstali z siedzisk i zaczęli wpatrywać się w dziewczynkę stojącą samotnie na peronie stacji znajdującej się przy pięćdziesiątej ulicy. Dziecko miało co najwyżej trzy lata i było szczelnie opatulone w kurtkę, szalik i wielką czapkę z pomponem. Stało zdezorientowane na pustym peronie z maseczką chirurgiczną zasłaniającej niemal całą twarz. Drzwi wagonu otworzyły się jednak nikt nie wysiał. Cisza jaka panowała teraz na stacji i w pociągu była czymś zupełnie niespotykanym w nowojorskim metrze. Z drugiego końca peronu zaczęło dobiegać echo kroków pracownika metra. Tęgi, obwieszony ekwipunkiem i odziany w strój roboczy mężczyzna zbliżył się do małej, ale nie bliżej niż na odległość pięciu metrów.

– Co jest grane Peter?! – Maszynista odsunął okno kabiny i zawołał do kolegi na peronie.

– Nie wiem stary, ale przed chwilą wszyscy uciekli z peronu. – Robotnik z metra odpowiedział spokojnie przyglądając się dziecku i kartce którą miało na szyi. – Proszę zaopiekujcie się moją córką, ja mam tego wirusa, a nie mam żadnego ubezpieczenia i pracy. Nie wiem co mam zrobić, żeby jej pomóc. Nie chcę jej skrzywdzić. – Mężczyzna odczytał powoli i głośno notatkę.

– Człowieku na co my czekamy?! Ktoś wsiada? Wysiada? – Młody podenerwowany Azjata zawołał do maszynisty wychylając się przez drzwi. – Jej matka jest chora. Nie mogła się nią zająć, zostawiła ją w publicznym miejscu bo wie, że ktoś się dzieciakiem zajmie. Potem do niej zadzwonicie i po sprawie. Jedźmy do cholery zanim wszyscy będziemy chorzy. – Mężczyzna rozejrzał się po wagonie szukając sojuszników.

Kilka osób skinęło głowami dając do zrozumienia, że nie ma ochoty na samarytańskie zachowania. Obecność pracownika metra na peronie zwalniała ich całkowicie z poczucia odpowiedzialności. Samotna, być może chora, dziewczynka na peronie była teraz zmartwieniem administracji metra, nie ich. Slade wstał z siedzenia i podszedł do jednych z otwartych drzwi wagonu. Wyjął z marynarki legitymację służbową i przedstawił się głośno.

– Agent specjalny John Slade, FBI. – Jakie procedury was obowiązują w takiej sytuacji? – Zwrócił się do maszynisty i pracownika metra na pustym peronie.

– Musimy poinformować przełożonych o tym że na stacji mogło dojść do skażenia. Wstrzymać ruch pociągów i wezwać służby które zdezynfekują wagony i peron. – Człowiek na peronie wyrecytował procedurę bez zawahania.

– No to nie ma na co czekać. – Slade odparł.

– Już to zrobiłem. – Maszynista zawołał z kabiny.

– Kurwa czy wyście poszaleli?! – Azjata nie wytrzymał. – Przecież utkniemy tu na kilka godzin. Ta mała stoi jakieś dziesięć metrów od pociągu i nie wiadomo nawet czy jest naprawdę chora! Może ktoś sobie zrobił głupi kawał. Jeżeli któreś z nas jest zakażone to siedząc tu razem w zamknięciu stanowimy dla siebie większe zagrożenie niż ona! – Wskazał palcem na dziecko. Pan jest agentem FBI to panu płacą za bycie bohaterem tak jak im płacą za porządek w metrze. Jak pan chce niech pan wysiada i się tym zajmie, a my jedźmy stąd jak najdalej.

Wrzaski mężczyzny rezonowały raz po raz na opustoszałej stacji. Milczący dotychczas pasażerowie zaczęli komentować sytuację półgłosem i zdawali się podzielać pogląd krzykacza.

– Posłuchajcie mnie. – Azjata zmienił ton na spokojniejszy. – Jestem studentem medycyny. Jeszcze nie jestem lekarzem, ale jeśli nikt z was też nie jest to ja jestem najbardziej kompetentny do oceny ryzyka tej sytuacji. Jeśli nikt z nas nie jest chory, a ta mała jest zakażona to jeśli ten pociąg zaraz odjedzie my pozostaniemy zdrowi, a jej zostanie udzielona pomoc. Jeśli tu zostaniemy to zanim służby tu dotrą i skończą robotę to wszyscy możemy być chorzy. – Argumentował rozsądniej niż dotychczas.

Starsza biała kobieta z twarzą owiniętą apaszką podeszła do agenta Slade ‘a i spytała szeptem.

– Ten młody człowiek ma chyba rację. Może lepiej byłoby jak stąd odjedziemy.

– Maszynista już uruchomił procedurę. Nie możemy odjechać proszę pani. – Slade odparł spokojnie nie patrząc na kobietę.

Dwóch nastolatków, jeden czarny, a drugi biały, rozmawiało teraz ze zdenerwowanym studentem medycyny, któremu powoli udawało się zgromadzić wokół siebie stronników. W wagonie było w sumie sześć osób. W rogu siedział samotnie około trzydziestoletni mężczyzna, którego strój i powierzchowność sugerowały, że był osobą transseksualną. Sprawiał wrażenie jakby nie chciał mieć nic wspólnego z całym zamieszaniem.

– Proszę państwa musimy zachować spokój. Proszę usiąść i pozwolić działać służbom. – Slade zwrócił się głośno do wszystkich. – Nie ma tu nic do roboty ani dla agenta FBI, ani dla lekarza, czy studenta medycyny… – Agent spojrzał wymownie na Azjatę i usiadł licząc, że pozostali zrobią to samo.

Staruszka westchnęła głośno i usiadła na krawędzi ławki w wagonie, w którym zapadło milczenie. Jedyne co dało się usłyszeć to buczenie urządzeń elektrycznych w wagonie i na stacji.

– Biedna mała. Jest przerażona. – Staruszka jako pierwsza zainteresowała się bliżej losem pozostawionego na stacji dziecka. 

Dziewczynka jakby wyczuła zainteresowanie kobiety i zaczęła cicho płakać. W tej samej chwili stojący wciąż nieopodal robotnik poprawił maskę chirurgiczną na twarzy i zrobił powoli krok w stronę kwilącego dziecka.

– Proszę się cofnąć! – Agent Slade zerwał się z siedzenia, krzyknął i wyszedł z pociągu, kilka kroków na peron. – Powtarzam, proszę się natychmiast cofnąć!

– Biedne dziecko… – Staruszka załkała głośno.

– Mówiłem kurwa żeby jechać! – Student znowu zaczął krzyczeć po czym niespodziewanie wyciągnął zza pleców broń i wycelował w czarnoskórego nastolatka. – Jeśli pociąg zaraz nie ruszy rozwalę mu łeb! A pan agent specjalny niech zostanie tam gdzie jest i nawet nie myśli o tym żeby sięgać po broń. 

Krzyk napastnika umilkł i został zastąpiony głośnym płaczem dziecka. Slade stał na peronie przed wejściem do wagonu i spoglądał na przemian na robotnika na peronie, maszynistę wychylającego się przez okno i rozwścieczonego mężczyznę z pistoletem wycelowanym w głowę nastolatka. Agent pokiwał dyskretnie głową na boki dając do zrozumienia maszyniście żeby nie odjeżdżał. Obserwując wszystkich zgromadzonych na stacji pomyślał, że bierze udział w scenie jak z westernu, gdzie zamaskowani rewolwerowcy chcą ostatecznie rozstrzygnąć kto ma rację. 

– Co to jest wiremia? – Agent próbował wciągnąć napastnika w rozmowę i z podniesionymi rękami wrócił powoli do wagonu. 

– Co?! Odjeżdżaj stąd albo rozwalę mu łeb! – Mężczyzna wrzeszczał i zaczął walić nogą w metalowe drzwi oddzielające przedział od kabiny maszynisty.

Slade, ku przerażeniu współpasażerów, wyciągnął spokojnie broń z kabury i wycelował w pierś napastnika. Jednoczesny wrzask pasażerów zalał wagon podczas gdy dwaj mężczyźni stali naprzeciwko siebie z pistoletami w dłoniach.

– Nigdy w życiu nie używałeś broni palnej i nie studiowałeś medycyny. – Agent wyszeptał kiedy krzyki umilkły. – Nikomu nie zrobisz krzywdy tym pistoletem. Chyba, że rzucisz nim w czyjąś głowę. Jak masz na imię?! – Slade spytał głośno i zdecydowanie unosząc służbowego glocka na wysokość głowy desperata. 

– Wang… – Mężczyzna wycedził wystraszony trzymając w drżącej dłoni coraz bardziej ciążący mu pistolet. Zabierzcie mnie stąd natychmiast! – Ponowił wezwanie i załomotał po raz kolejny w drzwi maszynisty.

– Posłuchaj Wang, obaj dobrze wiemy, że to nie jest prawdziwy pistolet tylko replika. Całkiem niezła, ale replika. Znam się na tym. Odłóż to i …

Slade przerwał słysząc jak dziewczynka na peronie zaczyna głośno płakać. Maseczka, którą miała na twarzy zsunęła się jej na usta odsłaniając azjatyckie rysy twarzy. Dziecko płakało głośno przyglądając się temu co działo się w wagonie kilka metrów dalej. 

– Ty nie boisz się o siebie… – Slade kontynuował spokojnie. – Mała zna angielski? – Nie… – Napastnik rozpłakał się i osunął na podłogę po drzwiach do kabiny maszynisty. – Nie mieliśmy kiedy jej nauczyć…Ciągle pracowaliśmy… Zna chiński…Błagam włączcie jej na YouTube taką chińską kołysankę o dwóch tygrysach. To ją zawsze uspokaja…Nie mogę słuchać jej płaczu! Błagam Was… – Wang cedził słowa płacząc.

Slade wyjął z kieszeni smartfon i po chwili łapania zasięgu wyszukał kołysankę. Łagodne dźwięki uspokoiły atmosferę w wagonie i na peronie. Dziewczynka przestała płakać.

– To twoja córka, prawda Wang? – Agent kontynuował dziwaczne przesłuchanie.

– Tak…Przyjechaliśmy tu z Chin rok temu…Moja żona, jej matka – zrozpaczony wskazał palcem na dziecko – Jest ciężko chora, ale nie z powodu koronawirusa. Pół roku temu okazało się, że ma wadę serca, nie może pracować… a ja dwa tygodnie temu złapałem, ale mnie wyleczyli…spójrzcie! – Wang odłożył pistolet i wyjął powoli z kieszeni portfel z wynikami badań. – Jestem zdrowy, ale nikt nie chce mi dać żadnej pracy. Przyjechaliśmy do Nowego Jorku z New Jersey. Myślałem, że tutaj coś znajdę, ale do Chinatown nikt podobno nie chodzi teraz na zakupy. Nie mogłem pozwolić żeby moja córka umierała z głodu! Błagam pana niech mnie pan puści. Jestem zdrowy! Zupełnie zdrowy! – Wymachiwał trzęsącymi dłońmi w których trzymał papiery ze szpitala potwierdzające to co mówił. 

– Mam cię puścić, a ty ją tu zostawisz? – Slade spytał z niedowierzaniem.

– Muszę. Nie mam za co kupić jedzenia dla rodziny. Jeśli ją tu zostawię to trafi do adopcji. Jakaś amerykańska rodzina ją wychowa. Będzie mogła pójść do szkoły, do lekarza jak zachoruje i nigdy nie będzie głodna! Wie pan co się z nami stanie jak nas deportują do Chin? Zdechniemy na ulicy! Wszyscy troje! Jeśli ktoś się nią zajmie to może ocalę żonę jak to wszystko się uspokoi… błagam pana… mężczyzna klęczał zapłakany przed agentem Sladem.

– Ona naprawdę jest zakażona? Jak to się stało, że ona stała na peronie a ty byłeś w tym pociągu?

– Ja ją tam zostawiłem z tą kartką na szyi. Wskoczyłem do pociągu, który jechał w przeciwnym kierunku i chciałem odjechać jak najdalej. Jednak nie wytrzymałem i wskoczyłem na następnej stacji do tego wagonu żeby zobaczyć ją ostatni raz, czy wszystko z nią ok. Nie jest zakażona. W kurteczce ma wyniki badań lekarskich. Jest zdrowa, ale jej matka jest chora, a ja nie mam pracy i ubezpieczenia! Ten wirus nie jest taki groźny, ale groźne jest to co robi z ludźmi. Do mnie ludzie boją się podejść, a tym żeby dali mi pracę nie ma w ogóle mowy. Nawet w Chinatown mnie pogonili jak się dowiedzieli, że byłem chory. Wymyśliliśmy to razem z żoną żeby ktoś inny dał córce lepszą przyszłość, bo my nie możemy! Wiedzieliśmy, że jak będzie miała taką kartkę na szyi to od razu trafi pod opiekę lekarzy… Błagam pana, niech mnie pan wypuści. Ja stąd zniknę, a ona będzie miała zapewniony lepszy byt… Błagam pana…!

Slade podszedł powoli do mężczyzny i podniósł z podłogi replikę broni. Zabezpieczył i schował swój pistolet do kabury włączając ponownie chińską kołysankę w smartfonie.

– Idź ją przytul, ale nie ruszaj się z peronu.

Wystraszony Wang otarł przedramieniem twarz i pobiegł do córki. Wziął ją w ramiona i płacząc tłumaczył jej coś po chińsku. Tymczasem Slade rozejrzał się po peronie i ruszył w kierunku stojącego przy wyjściu bankomatu. Wypłacił 750$ i wsunął plik banknotów do kieszeni. 

– Pokaż wyniki jej badań. – Agent zwrócił się do zrozpaczonego ojca idąc w ich kierunku.

– Proszę! Spójrzcie! – Wyszarpał nerwowo z kurteczki córki dokumenty. – Jest zdrowa! Ja też!

– Bierz te pieniądze i wracaj do żony. Kup im coś dobrego na obiad i czekaj aż ten kurz opadnie.

Kolejne osoby wysiadały z pociągu i podchodziły do bankomatu, a dwóch nastolatków wyjęło z kieszeni wszystkie pieniądze i torebki z marihuaną. Chwilę później zapłakany Wang stał na peronie z córką na ramieniu, ponad dwoma tysiącami dolarów w gotówce i marihuaną wartą kolejnych kilkaset dolarów. Ostatnim który do niego podszedł był pracownik metra. Wsunął do kieszeni Wanga kanapkę zapakowaną w papier śniadaniowy.

– Idź już. Zaraz będzie tu ekipa odkażająca i policja. – Slade uśmiechnął się do Wanga i wskazał na schody prowadzące do wyjścia.

Mężczyzna ruszył w stronę schodów kłaniając się ze łzami wszystkim. Chwilę później uciekł trzymając córkę kurczowo w ramionach. Niespełna pięć minut po tym na stacji pojawili się ludzie w kombinezonach w towarzystwie policjantów z maskami na twarzach.

– Kto z państwa podejrzewa, że ma koronawirusa?! –  zawołał jeden z policjantów stojący na początku peronu.

– Ja! – Milczący dotychczas transwestyta zabrał głos imitując jak tylko mógł głos kobiety.

Mężczyźni w skafandrach podeszli powoli i wręczyli mu maskę chirurgiczną po czym przystąpili do wykonywania pozostałych procedur. Transwestyta mrugnął okiem do agenta Slade ‘a i zakładając maskę powiedział cicho:

– Nie przejmuj się. Jak będą się za bardzo do mnie przypierdalać to powiem, że mnie dyskryminują bo jestem trans. Pogadaj lepiej z tymi kolesiami z metra,  żeby pogmerali przy monitoringu na peronie i w wagonie. Kiedyś byłem maszynistą w metrze. Ty masz więcej do stracenia niż ja. Federalni nie są jednak tacy źli jak w filmach.

Wiremia – stan definiowany jako obecność we krwi wirusów, mogących się namnażać

Jeśli chcesz przeczytać kolejne opowiadanie z Agentem Slade’m w roli głównej, znajdziesz je tutaj: https://www.facebook.com/wydawnictwoliterackie/photos/a.112130142196209/2870834929659036/?type=3&theater

Klaudiusz Szymańczak, autor powieści kryminalnych „Negatyw” i „Mroczny świt” (WL, luty 2020). Jeszcze w tym roku ukaże się „Virga”. Więcej o autorze: https://www.facebook.com/kszymanczak